Żar żre

[TEATR]
Komedia na bazie improwizacji. Współczesna wariacja na podstawie filmu „Upał” ze Starszymi Panami bez Starszych Panów.

scenariusz i reżyseria: Justyna Kowalska
scenografia: Borys Grzegorz Roman
muzyka: Michał Sarapata

występują:
Marzena Figiel
Aleksandra Kowalczyk
Kaja Sosnowska
Szymon Grzybek
Piotr Majewski
Borys Grzegorz Roman
Andrzej Rozmus

premiera: 5.09.2015 Teatr Umowny,  Kraków

Żar żre – Gorąca premiera na koniec lata *
* czyli jak nie zrobiliśmy spektaklu

Od „Upału” (słynny film Kutza z 64 roku) do „Żar żre” wcale nie jest tak daleko… Pewien spacer podczas upalnego dnia w Krakowie natchnął reżyserkę (Justyna Kowalska) do lekkiej zmiany fabuły… Omijamy prawa autorskie, nie musimy zatrudniać nowych aktorów i przy okazji pokazujemy… jak NIE zrobić spektaklu. Czym różni się „Żar” od „Upału”? Przede wszystkim tym, że nie ma Starszych Panów. UMÓWMY się – oni i tak są nie do podrobienia;) 

W spektaklu „Żar żre” próbujemy opowiedzieć z jakimi problemami borykaliśmy się zakładając teatr. W „Żarze” możecie poznać nas prywatnie, oczywiście w krzywym zwierciadle.

Rychło przekonałem się, pod naporem różnych scen zawiązujących się i upadających, że nie o odświeżenie komediowego arcydziełka tu chodzi, ale o coś znacznie więcej. Bohaterowie sztuki mieszali się z rzeczywistymi postaciami aktorów, wywoływanych po imionach i nazwiskach, a ich żywa, „prywatna” obecność i dystans w stosunku do kreowanych przez siebie postaci była naturalna i partnerska, w duchu nieustającej rozmowy z samym sobą. Jednak ten świadomie założony „teatr w teatrze”, zabawnie prowadzone „reżyserowanie na scenie”, wzajemne intrygi uczestników teatralnego perfomensu nie stopowały przebiegu wydarzeń. Wręcz odwrotnie, mimo częstych zatrzymań, przekomarzania się w stylistyce didaskaliów i innych „wygłupów”, akcja nabierała rytmu, tempa, i co za tym udzie, z minuty na minutę nastawał coraz większy upał.

Szczęsny Kościesza Wroński


Żar żre żur
tekst piosenki: Justyna Kowalska

Gdy z nieba ukrop wali
Jesteśmy mokrzy cali,
A skórę naszą pali
Piekący z nieba żar.
Żar żurem zalatuje,
Krew w żyłach nam gotuje
I mózgi nasze truje
Toksyczny żaru żur.

Żar żre żur
Żur żre żar
Żre żar żur
Żur żar żre
Żre żur żar
Żar żur żre
Żur żre żar.

Skąpane w bąblach usta,
na głowie biała chusta –
marzymy, żeby ustał
piekielny z nieba żar.
Pragnienie suszy gęby
Aż opalone zęby –
Śpiewamy więc kolędy,
By zakląć zimy czar.

Żar żre żur….

Opary z naszych marzeń
Doznały już zakażeń
Zmieniły się w oparzeń
Piekielnie silny ból.
I każda kropla potu
Skapuje do kompotu,
którego nie jest gotów
największy wypić żul.

Żar żre żur…

W głowach wrze jak w zupie –
Wszyscy jesteśmy w dupie,
bo myśli nasze chrupie
omamów dziwny Żubr.
Dla mózgu więc odtruki
Pijemy morze wódki,
Lecz są przeciwne skutki
Toksyczny żaru żur.

Żar żre żur…

fot. Kinga Pastuszek

Dodam jeszcze, że w nurcie autotematycznym, wszelkie swawole reżyserskie na scenie i wątpliwej jakości komicznie efekty nie były bynajmniej realizacją własnego credo, lecz wyraźnym pastiszem obnażającym pustkę czczego nowinkarstwa. Odebrałem to jako gorzkie odwołanie do twórczości wielu współczesnych reżyserów, którzy zabezpieczając się „gwiazdami” starają się sprostać w najprymitywniejszy sposób gustom publiczności i własnym, nie zawsze wysokiego lotu obsesjom.
Nie kopiując, ani też nie starając się wskrzesić de novo wspomnianego powyżej „Upału”, twórcy spektaklu „Żar żre” zdołali przenieść jednak tamtą atmosferę.

Szczęsny Kościesza Wroński